Witam!
Jestem ojcem samotnie wychowującym córkę. W 2000 roku zmarła mi żona i tak zostaliśmy sami. Zmarła w wyniku karygodnego błędu medycznego. Opisuję to na tym blogu:


http://andrzejbieganski.blog.pl/

Bardzo ciężko nam się żyje. Coraz mniej pieniędzy na wszelkiego rodzaju potrzeby. Dlatego też prosimy bardzo o wsparcie symboliczną złotówką naszego budżetu, abyśmy mogli jakoś godnie żyć.

Chciałbym też do końca doprowadzić sprawę omówioną w podanym wyżej blogu, aby już więcej ludzie nie byli krzywdzeni.

Jeżeli znajdzie się ktoś, kto zechce nam pomóc podaję nr konta, na który można wpłacić ofiarowany nam datek:

PKO BP SA
69 1020 3378 0000 1102 0235 6707

Z góry serdecznie dziękujemy
Pozdrawiamy :):)

O TFX-sie w blogu: „http://walczymyozycieszymka-olkamk.blogspot.com/2012/07/nie-pacz-mamo.html” – Elitarni łowcy skór CXLIII

 


http://walczymyozycieszymka-olkamk.blogspot.com/2012/07/nie-pacz-mamo.html

 

SKANDAL !!! – Elitarni łowcy skór CXLII

plz43x

Wesołych Świąt Wielkanocnych! :) – Elitarni łowcy skór CXLI

zyczenia-wielkanocne-2013-002

Życzę wszystkim czytelnikom mojego bloga i nie tylko… :)

Już teraz bez HAMULCÓW !!! – Elitarni łowcy skór CXL

Moja córka 03.03.1999 roku ukończy 16 lat.

Opowiedziałem Jej dokładnie, z jakiego powodu zmarła Jej matka :(

i co się za tym wszystkim kryje. Jest jak najbardziej za, aby tę sprawę dokończyć… Tak też zrobię, bowiem nie ma już żadnych barier, które hamowałyby moje działania !!!

 

Dla przypomnienia mój pierwszy wpis:

 

Witam wszystkich, którzy znajdą czas na zapoznanie się z tematyką tego bloga. Moich czytelników proszę o pomoc.

 

Zdecydowałem się na taką formę publikacji tej sprawy, gdyż żadne media nie chciały jej podjąć. Ponieważ sprawa jest bardzo poważna, ja Andrzej Biegański oświadczam, iż ponoszę pełną odpowiedzialność za treści zawarte w tym blogu. Zostaną one poparte dokumentami, jakie zgromadziłem w powyższej sprawie. Dotyczy ona leczenia niepłodności preparatami TFX i Polfilin przez znanych profesorów bez zgody komisji bioetycznej. Tego typu leczenie stwarza ogromne zagrożenie dla zdrowia i życia. Konsultanci d/s Ginekologii i Położnictwa zarówno wojewódzki jak i krajowy są laikami w tym temacie. W/w leki działają na układ odpornościowy, dlatego też są tak niebezpiecze. W tym miejscu należy nadmienić, iż ich działanie nie jest do końca poznane. Mając na uwadze powyższe, stosowanie tych leków w leczeniu niepłodności jest absurdem. Nie jest jednak absurdem dla wyżej wspomnianych profesorów, którzy stosując tego typu metody zarabiają krocie, bowiem leczenie niepłodności w naszym Państwie to biznes.

Dlatego też tytuł mojego bloga to: ” Elitarni łowcy skór „. Jest to afera porównywalna do afery w Pogotowiu Łódzkim. Ponieważ mamy tu jednak do czynienia z wysoko postawionymi lekarzami, nikt nie ma odwagi, aby sprawą tą odpowiednio się zająć, by położyć kres tego typu praktykom.

ŚMIERĆ MOJEJ ŻONY JEST DOWODEM NA TO, JAK NIEBEZPIECZNE SĄ TO PRAKTYKI. Żona moja Wanda Biegańska po takim leczeniu zmarła na białaczkę dn. 19 grudnia 2000 r.. Osierociła córkę Aleksandrę.

MIMO LICZNYCH DOWODÓW JAKIE UDAŁO MI SIĘ ZEBRAĆ W TEJ SPRAWIE, PROKURATURA UMORZYŁA SPRAWĘ. SĄD UTRZYMAŁ W MOCY DECYZJĘ PROKURATURY. ŚRODOWISKO MEDYCZNE RÓWNIEŻ NIC W TEJ SPRAWIE NIE ZROBIŁO.

Cdn…

 

naglowek1-300x189

 

TERAZ TEN DALSZY CIĄG NASTĄPI … !!!

 

Choć pozostało już tylko kilka godzin do końca Świąt Bożego Narodzenia, życzę… Elitarni łowcy skór CXXXIX

10866952_379073598932557_1771382194_n

 

Z przyczyn losowych robię to dopiero teraz :(

PRZEPRASZAM I POZDRAWIAM SERDECZNIE :)

Elitarni łowcy skór CXXXVIII a

10593074_346182628888321_3670557052091325250_n

Elitarni łowcy skór CXXXVIII

 

10593074_346182628888321_3670557052091325250_n

Absurdalny komentarz do wpisu: POWSTRZYMAĆ SZARLATANA I „Gynemed” – Elitarni łowcy skór CXXXVII

 

Ten, co napisał poniżej cytowany komentarz, wydaje mi się, iż jak najszybciej powinien skorzystać z fachowej pomocy psychiatrycznej i poddać się natychmiast kuracji odwykowej. Myślę, iż ta marskość wątroby została spowodowana nadmiernym spożywaniem alkoholu, przez co uszkodzeniu nie tylko uległa wątroba, ale jednocześnie mózg tego „literata”.

 

Życzę szybkiego powrotu do zdrowia…

 

 

 

Nie wiem wydałem tam już kilkanaście tysięcy na badania i szczepienia żony. Dowiedziałem się przy okazji tam że mam HBV/zapalenie wątroby typu B. Może dla 99% te badania sa dla Was bez sensu ale gdyby nie one nie dowiedziałbym sie o tej chorobie i pewnie zmarł na marskość/raka wątroby.
Dla mnie to 100000% dobrze wydane pieniądze nawet pomijając temat ciązy i skuteczności MLR.

 

zrzut_ekranu

TFX też był pasją, niedokończoną po dzień dzisiejszy… – Elitarni łowcy skór CXXXVI

tfx

Przypomnienie profesora Juliana Aleksandrowicza w stulecie urodzin. Tyle pasji!

Opublikowany Marzec 18, 2009 przez roik

Motto: Jeśli nieucy potępią mnie i wyśmieją, spraw, by ukochanie mojego zawodu było puklerzem czyniącym mnie niewzruszonym, bym mógł wytrwać w prawdzie (fragment Modlitwy Majmonidesa).
Prof. Julian Aleksandrowicz urodził się w Krakowie, dyplom lekarza (1934) uzyskał w Uniwersytecie Jagiellońskim. Przed nim medycynę uprawiali pradziad, dziad i wuj. On sam za pierwszym razem nie dostał się na Wydział Lekarski. W równym stopniu pociągała go historia, poezja, nauki przyrodnicze. Przed II wojną światową rozpoczął prace naukowe nad sposobami konserwowania i oznaczania grup krwi. Opatentował polskie urządzenie do pobierania, przetaczania i konserwowania krwi. W krakowskim getcie (1942-43) kierował szpitalem. Kanałami udało mu się uciec, wraz żoną i synkiem, i uniknąć wywiezienia do obozu koncentracyjnego. Został przerzucony do oddziałów partyzanckich AK (Góry Świętokrzyskie ? Korpus ?Jodła?) dowodził plutonem i wzorcowo zorganizował pomoc medyczną. Zaprojektował sanitarny opancerzony pojazd z rozsuwaną podłogą do ewakuacji rannych z pola bitwy. W książce ?Doktor Twardy? przejmująco sportretował czas walki. W 1950 roku został profesorem oraz kierownikiem III Kliniki Chorób Wewnętrznych, później Kliniki Hematologicznej AM w Krakowie. Odtąd niezmordowanie budował ?system medyczny, który był zarazem filozofią życia?. Brał udział w pracy wielu krajowych i międzynarodowych towarzystw naukowych, był wiceprzewodniczącym Światowej Akademii Nauk Humanistycznych i Technicznych. Przewodniczył m.in. Komisji Zdrowia Społecznego Krakowskiego Oddziału PAN, zdobywając światowe uznanie dla inspirowanych przez to grono interdyscyplinarnych badań nad środowiskowym uwarunkowaniem chorób cywilizacyjnych. Działalność tę podejmował z wyraźnym przesłaniem: w trosce o zdrowie całego narodu. Z Antonim Kępińskim, Romanem Ingardenem, Walerym Goetlem, Zenonem Klemensiewiczem na fali przełomu 1957 założył Krakowskie Towarzystwo Higieny Psychicznej; psychologowie wkraczali do klinik, a psychologia do programu studiów medycznych. W 1975 roku wraz z zespołem lekarzy i współpracowników z PK i AR w Krakowie został laureatem nagrody m. Krakowa za badania podsumowane w pracy ?Środowiskowe uwarunkowania białaczek u ludzi na terenie województwa krakowskiego?. Wzywał ? nadaremnie- by ludzi predysponowanych do zachorowania przenosić ze środowisk zagrożonych czynnikami białaczkotwórczymi. Jako pierwszy w Polsce nawoływał do konsolidacji sił w obronie najszerzej pojętego ZDROWIA, chciał wspólnego frontu medycyny i techniki, administratorów, naukowców i polityków. W 1977 r. został laureatem ?Drożdży? ? nagrody tygodnika ?Polityka? za działalność, która stała się zaczynem myślenia, za budzenie twórczego fermentu we własnym środowisku i w szerokich kręgach społeczeństwa. Był niezwykle płodny naukowo (600 prac) na polu swej wąskiej specjalizacji ? hematologii. Przeprowadził (1959) ze swoim asystentem i następcą prof. Julianem Blicharskim pierwszy na ziemiach polskich przeszczep szpiku kostnego, odnotowany w zachodniej prasie naukowej. Posiadał wybitny talent popularyzatorski, opublikował wiele książek ( ?Sumienie ekologiczne?, ?Nie ma nieuleczalnie chorych?, ?Nowy paradygmat medycyny?), które utożsamiano z jego postawą lekarza ? humanisty, heroicznie poszukującego ratunku dla ?nieuleczalnie? chorych. Skupił wokół siebie wielu wybitnych uczniów, z których w chwili odnowienia dyplomu po 55 latach (1988) ponad 40 uzyskało tytuły naukowe doktora nauk medycznych, 10 habilitowało się, a 6 zostało profesorami. Przekazują jego ?paradygmat medycyny? swoim następcom. Wszedł do grona polskich uczonych, których nazwiska są dobrze znane w środowiskach naukowych całego cywilizowanego świata.
Jego projekty, napotykające często niezrozumienie i ostry opór środowiska, po latach obroniły się. W plebiscycie ?Gazety Wyborczej?, ogłoszonym kilkanaście lat po śmierci prekursora niezliczonych inicjatyw prozdrowotnych, krakowianie przyznali mu tytuł Człowieka nauki wieku XX. Nie sposób wymienić odznaczeń bojowych (Virtuti Militarii) i państwowych, których był posiadaczem, choć nie kolekcjonerem. Wobec Czytelnika z Lublina trzeba wymienić Nagrodę KUL im. ks. I. Radzikowskiego.
Tyle pasji w jednym człowieku
Profesor Julian Aleksandrowicz był tytanem pracy, instytucją, człowiekiem orkiestrą, postacią ?do szpiku kości – wielowymiarową. Prowadził klinikę, pracował naukowo, angażował się w setki przedsięwzięć mających na celu zdrowie publiczne, leczył, pisał artykuły i książki, podróżował i fotografował, brał żywy udział w życiu kulturalnym, artystyczny świat Krakowa ogniskował wokół ?swoich chorych?, żeglował na Mazurach, motorówką przemierzał Wisłę pod Wawelem, a łodzią Jezioro Rożnowskie, w pobliżu swej ukochanej letniej przystani ? domku nazwanego ?Arką?. Obmyślał w nim, jak uratować ludzkość przed skutkami nieodpowiedzialnego poczynania sobie z przyrodą. Wymyślił Rok Życzliwości – chodził z tym pomysłem do arcybiskupa i sekretarza partii. Przekonywał, ile znaczy ludzka przychylność, a jakimi chorobami kończą się złe relacje międzyludzkie . W pamięci wielu zachował się jako człowiek wprost fantastycznej żywotności. Każdy, kto kiedykolwiek pokusił się o oddanie mu piórem sprawiedliwości, z góry skazany był na bezsilność, poczucie niedosytu i porażki. Dziennikarzy ? a ?zwerbował? ich wielu, wprzęgał do wozu nauki zanim zdążyli zaprotestować, zaprzyjaźniał się z nimi na dobre i złe ? uwodził niespożytą energią, niewygasającą pasją, wiarą w dobro, uporem, niewyczerpanym entuzjazmem. Ale jego niezmierzona aktywność mogła być męcząca dla otoczenia. Słuchając tych samych napomnień o szkodliwości miękkiej wody i białej soli, agitowani po raz setny do propagowania w diecie magnezu, selenu i cynku, z trudem powściągaliśmy zniecierpliwienie. Było jednak coś w tym człowieku, co nie pozwalało pozostać obojętnym na ciągłą erupcję jego pomysłów. Autentyczność. Prawda. Bogactwo wyobraźni. Skromność. Uczuciowość i odwaga. Życzliwość i młodość psychiczna. Wrażliwość, ufność i niewinność dziecka. Gotowość do niesienia pomocy zawsze i wszędzie. Nieprzeciętna wiedza i rzadko spotykana intuicja diagnostyczna.
Znaliśmy (żurnaliści odwiedzający dom przy ul. Marii Curie ? Skłodowskiej) maciupeńką kuchnię, a raczej aneks kuchenny. Do oprawionej za szkłem Modlitwy Majmonidesa biegło oko podczas posiadów z Profesorem. On naprawdę ŻYŁ kierując się drogowskazem XII wiecznego lekarza z uciskanej w Hiszpanii żydowskiej diaspory.
Boże, napełnij duszę mą miłością dla mej sztuki i dla wszystkich stworzeń (?)Niech umysł mój przy obcowaniu z chorym pozostanie jasny, nie roztargniony żadną myślą uboczną, ażeby wyraźnie uprzytomniał sobie, czego nauczyło go doświadczenie i wiedza, gdyż wielkie i wspaniałe są dociekania naukowe, których celem jest podtrzymanie zdrowia i życia(?)Spraw , by moi chorzy mogli zaufać mnie i sztuce mojej. Jeśli nieucy potępią mnie i wyśmieją, spraw, by ukochanie mojego zawodu było puklerzem czyniącym mnie niewzruszonym, bym mógł wytrwać w prawdzie(?) Spraw, abym był we wszystkim umiarkowany, lecz nienasycony w umiłowaniu wiedzy?Wprost trudno uwierzyć, że ten tekst liczy już sobie więcej niż osiem wieków!
Leczona przez Profesora, i zaprzyjaźniona z nim, Zofia Starowieyska ? Morstinowa, krytyk literacki, redaktor ?Tygodnika Powszechnego? tak opisywała, w liście (1963) do Józefa Wittlina, Klinikę przy ul,. Kopernika 17:
Nie mam słów dla jego dobroci i troskliwości i to nie tylko w stosunku do mnie, do jego pracy jako lekarza i jako kierownika kliniki. Jest to miejsce gdzie się nie usłyszy złego słowa zwróconego do kogokolwiek. Uprzejmość, grzeczność, troskliwość o jakiej w innych podobnych instytucjach w ogóle nie słychać. Profesor wpada do kliniki o wszelkich możliwych i niemożliwych porach i biada, jeśli ktoś z chorych nie ma wszystkiego, co potrzebuje. Jak się tak przypatrzyłam jego pracy, jak posłuchałam co mówią o nim chorzy, sprzątaczki, salowe(głosy takich ludzi są dla mnie zawsze miarodajne, jeśli chodzi o ocenę człowieka), nabrałam przekonania, że to naprawdę niezwykły człowiek, choć ciut, ciut postrzelony, a raczej rozstrzelony na mnóstwo problemów, zadań, projektów. A może to właśnie sprawia, że nie stał się doktorem ? rutyniarzem. (Bronisław Mamoń ?Niezwykły i ciut postrzelony?. Tygodnik Powszechny, 3 VI 2001)
Przekraczał ?zielone granice?
Szukając wciąż nowych dróg w medycynie narażał się nieustannie tym, którzy tkwią latami w świecie stereotypów myślowych. W rękach wielu z nich leżały decyzje, o które się nieustępliwie upominał. Zrażał ich do siebie, udowadniając ignorancję i złą wolę. Nagminnie spotykały go gorycze bedące udziałem tych, co przecierają szlaki. Toczył batalie o czyste powietrze, zdrową wodę, suplementację ?pierwiastkami życia? całego łańcucha pokarmowego. Dolomitowanie gleby, wzbogacanie pasz i żywności. Narażał się ustawicznie, wystawiał na szwank swoją opinię sumiennego badacza i odkrywcy. Poczytywano mu za uzurpatorstwo wtrącanie ?trzech groszy? do innych dyscyplin medycznych. Neurolodzy mieli mu za złe, że wytykał im nihilizm terapeutyczny w podejściu do leczenia stwardnienia rozsianego. A on po prostu bardzo dawno, zanim zaczęto o tym mówić i pisać w zagranicznych periodykach naukowych, upatrywał wspólny mianownik wszystkich chorób w ?wypalonym? systemie odpornościowym. Stymulowanie sił odpornościowych uważał za najistotniejszą powinność dobrego lekarza. Badał związek pomiędzy psychiką, a chorobami krwi i procesami nowotworowymi.

-Dla działalności prof. Juliana Aleksandrowicza najistotniejszy jest wątek wyjątkowej intuicji ? uważa prof. dr hab. Jan Dobrowolski, ekolog, aktualnie pracujący w Akademii Górniczo ? Hutniczej, w którym Profesor znalazł znakomitego partnera zwłaszcza w kwestii elementologii medycznej ( W Klinice Hematologii powołano do życia pierwszą pracownię elementologii) ? Jego stwierdzenia ? mocno wybiegające w przyszłość – mogły się wydawać pochopne bądź przedwczesne, toteż stawały się celem ataków ad personam. Z punktu widzenia kryteriów ściśle naukowych oponenci czasami mieli rację. Ale intencje Profesora były bardzo ludzkie, nie chciał bezradnie patrzeć na umierających. Chęć pomocy chorym ? ta motywacja najmocniej wyróżniała Aleksandrowicza spośród znanych mi ludzi.
W latach 70-tych Aleksandrowicz doceniając homeostatyczną rolę układu immunologicznego oraz nadrzędną funkcję grasicy w jego rozwoju zainicjował, wspólnie z torakochirurgiem prof. Witem Rzepeckim, próby przeszczepiania grasicy ludzkiej chorym z niewydolnością szpiku kostnego, a następnie doprowadził we współpracy z zakładami farmaceutycznymi do uzyskania aktywnego preparatu pochodzącego z grasic cielęcych, który nazwał TFX(Thymus Faktor X). Preparat ten przywracając zaburzone lub osłabione mechanizmy immunologiczne okazał się wykazywać wartość terapeutyczną zmniejszając nasilenie objawów klinicznych jak i poprawiając lub normalizując zaburzone parametry immunologiczne.
Dekadę trwały wieloośrodkowe prace badawcze nad hormonami grasicy (na czele z Instytutem Immunologii i Terapii Doświadczalnych w Warszawie). Od początku brał w nich udział prof. Marek P. Dąbrowski, autor monografii ?Grasica, odporność, zdrowie?. Chemik dr Jan Czarnecki kierował zespołem (?Polfa? Jelenia Góra), w którym narodziła się technologia TFX ?u. Po 10 latach pracy w niemieckich laboratoriach niedawno wrócił do kraju. Odkupił patent i uruchomił produkcję ?ukochanego dziecka?, jakim był dla niego TFX. W aptekach nie powinno go już brakować. Emeryturę chce poświęcić na realizację innych ? niesłusznie zarzuconych ? pomysłów, inspirowanych również przez Aleksandrowicza.

W dobie nagminnie stwierdzanych ? wiarygodnymi testami ? niedoborów immunologicznych i szerzenia się chorób na tle autoagresji, niedawna wieloośrodkowa (Bydgoszcz, Białystok, Gdańsk, Kraków, Łódź, Warszawa) konferencja sumująca polskie doświadczenie ze stosowaniem TFX (wszędzie wspomagająco!) gruncie pediatrii, reumatologii, neurologii, onkologii ? wypadła wyjątkowo na czasie. Wystąpienia opublikowane zostaną w specjalnym tomie. Wniosek najistotniejszy ? adresowany do lekarzy ? nie obawiajcie się sięgać po TFX. Nie można nim ?przesterować? układu odpornościowego. Można za to liczyć na lepsze i szybsze efekty terapii zasadniczej.
- Hormony grasicy faktycznie nie stanowią terapeutycznego panaceum, jak to uszczypliwie punktują sceptycy ? uważa prof. M. Dąbrowski, który stworzył własną szkołę immunologiczną ? Zasadnicza ich rola to udział w grasiczozależnym procesie dojrzewania i różnicowania limfocytów T, dyrygentów układu odpornościowego.
Wypracowane w pocie czoła

- Niektórzy chętnie zarzucali Julianowi Aleksandrowiczowi, że wysnuwa teorie bez pokrycia. Nieprawda! Jego koncepcje oparte były na dokładnych analizach oraz badaniach chemicznych i biologicznych ? twierdził w wywiadzie dla prasy nieżyjący już mikrobiolog prof. dr hab. med. Bolesław Smyk, wieloletni współpracownik z Akademii Rolniczej w Krakowie ? Dla niego pracowały liczne zespoły gleboznawców, fizyków, biologów. On nas wszystkich wprzęgał do tego wozu nauki. Niewiele osób znało szczegóły naszej współpracy, stąd prawdopodobnie posądzenie o gołosłowność, tymczasem Profesor będąc już człowiekiem ciężko chorym wciąż przysyłał nam próbki prosząc o oznaczenie tego lub owego. Był przy tym niezwykle dociekliwy, trudno go było zadowolić. Niewielu w ogóle dostrzegało, że to co głosił Aleksandrowicz było wypracowane w pocie czoła.
- Profesor był prekursorem ruchu ekologicznego, pogardliwie nazywano Go ochraniarzem i katastrofistą ? mówi prof. dr hab. Aleksander Skotnicki – Czym wykazać się mogą jego onegdajsi krytycy? Instytucje powołane do zajmowania się sprawami, które ten jeden człowiek załatwiał często wbrew nim, zwalczając ich niekompetencję, zurzędniczenie, brak zdolności i odwagi do podejmowania ważnych społecznie decyzji.
xxx
Warszawska dziennikarka Agnieszka Metelska i Lucyna Winnicka, niezapomniana odtwórczyni wielu ról filmowych, założycielka ?Akademii Życia im. prof. J. Aleksandrowicza? pokusiły się kilka lat temu o sporządzenie rejestru inicjatyw profesora Juliana Aleksandrowicza. Wykonały tę benedyktyńską pracę, ?aby ośmielić i natchnąć optymizmem wszystkich nieco szalonych wizjonerów?. Tacy zawsze mieli wstęp do Jego domu. Nigdy nie obawiał się, że narażą na szwank dobre imię uczonego.
Do ostatniego dnia zachował poczucie misji ? dyktował przychodzące mu do głowy pomysły i wskazywał kogo nimi zainteresować. Pozostawił po sobie zastępy naukowych – i duchowych – dzieci. Niemal pod każdą szerokością geograficzną – w kręgach Polonii, w środowiskach związanych z medycyną ? nazwisko Julian Aleksandrowicz otwiera drzwi. Integrowanie wokół spraw zdrowia najtęższych umysłów epoki było jego przyrodzoną cechą. Zdumiewająco wiele aktualnych do dziś idei, które znacznie wyprzedzały swój czas, pozostawił po sobie ten jeden człowiek, jakże często skazany na walkę z zawiścią, złą wolą, wygodnictwem.
Autorka :
Redaktor Halina Kleszcz- stały współpracownik ogólnopolskiego dwutygodnika ?Służba Zdrowia?. Publikuje też na łamach miesięcznika Uniwersytetu Jagiellońskiego ?Alma Mater?, ?Magazynu Pielęgniarek i Położnych?, miesięcznika Lubelskiej Izby Lekarskiej ?Medicus?.

Link do powyższego tekstu: